Ścieżką wspomnień – USA 1970 – część III

Mój pobyt w USA trwał około trzech miesięcy. Państwo Guy mieli przyjaciela, który udzielał lekcji nauki jazdy samochodem.  Dałam się skusić i wzięłam u niego intensywny kurs. Po miesiącu byłam gotowa do egzaminu, który rozpoczął się pisemnym sprawdzianem. Zaliczyłam go i po tym odbył się egzamin umiejętności jazdy, który też zdałam bez trudności. Prawo jazdy było do odebranie dnia następnego. Spotkał mnie wtedy wielki zawód. Nie wydawano praw jazdy obywatelom polskim! Na zdjęciu niżej przed budynkiem Szkoły Nauki Jazdy z kwaśną miną i czerwonym paszportem konsularnym w dłoniach. Lekcje jednak nie poszły na marne bowiem dwa lata później zdobyłam szwedzkie prawo jazdy.

skanna0075_red

W dniu moich urodzin szwagierka Anne-Marie upiekła smakowity tort i przystroiła go 5 świeczkami, symbolizującymi 25 lat.

Lucyna25_red

Zbliżał się powrót do domu. Zaproponowano mi tygodniową wizytę w Nowym Yorku u znajomych państwa Guy, mieszkających w Bronx. Oczywiście z radością skorzystałam z tej okazji. Dodatkową atrakcją był lot Boeingiem 747, zwanym popularnie Jumbo Jetem a wprowadzonym do służby w 1970 na amerykańskich liniach Pan Am. Był to olbrzym na te czasy (można go porównać do dzisiejszego Airbus A380) i nie bez obawy wsiadłam do niego.

samolot

Już wówczas port lotniczy JFK w Nowym Yorku był przeładowany. Samolot krążył  godzinę nad lotniskiem, czekając na pozwolenie lądowania.  Miałam dobrą okazję obejrzeć Manhattan z lotu ptaka.

New York City Aerial

Moim dziennym przewodnikiem w Nowym Yorku był dziesięcioletni syn państwa Phelan, John. Mimo swego młodego wieku cechował go spryt i roztropność. Swobodnie poruszał się po mieście, prowadząc mnie bez trudności do miejsc, które chciałam zobaczyć.

John NY_red

Tak więc odwiedziłam Central Park, Fifth Avenue, ONZ.

NYNa zdjęciu górnym z lewej strony widoczne są za mną dwie wieże, World Trade Center, jeszcze wtedy w budowie.

Promem pojechaliśmy na wyspę Ellis i wdrapaliśmy się na Statuę Wolności aż do korony. Znicz był w remoncie.

Statua wolnościNa zdjęciu dolnym po prawej stronie widoczna jest nowo wybudowana wieża One World Trade Center.

W godzinach popołudniowych i wieczorowych, państwo Phelan zabierali mnie samochodem na przejażdżkę po dzielnicach bardziej niebezpiecznych jak Harlem.

W sumie wakacje 1970 roku zapisały się w mojej pamięci jako najbardziej bogate w wydarzenia, w większości pozytywne. Do negatywnych należą dwa incydenty. Pierwszy spotkał mnie na lotnisku w Minneapolis. Mężczyzna, przebrany za bagażowego, usiłował zabrać mi walizkę, dosłownie przemocą. Nie udało mu się ale jak się dowiedziałam później to grasowały tam tego rodzaju szajki. Drugie zdarzenie miało miejsce w Nowym Yorku. Któregoś dnia, John i ja wsiedliśmy do metra w kierunku Manhattanu.  Niedaleko od nas stał mężczyzna wieku lat 30-u. Przyglądał się nam ale dyskretnie. Mieliśmy kilka przesiadek i ten człowiek też. Zdziwiłam się, nie sądziłam, że to był zbieg okoliczności. Wysiedliśmy w centrum i on też. Szedł za nami dosyć długo. Postanowiliśmy wejść do kawiarni. Stał na zewnątrz i udawał, że czyta gazetę. Graliśmy na wytrwałość. Zabrało nam to około pół godziny. Gdy wyszliśmy to już go nie było. Nie wiem w jakim celu on nas śledził. Mama Johna stwierdziła, że po prostu spodobałam mu się. Ha ha ha….

 

 

 

 

 

Reklamy
Opublikowano Carpe diem, Nowy York, Przaroda, turystyka, USA, Wspomnienia | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ścieżką wspomnień – USA 1970 – część II

L i J maluje pokój
Jeszcze przed narodzeniem Davida, Pat przygotowywał pokój dla synka. Miał pecha malując ściany bo przez nieostrożność wywrócił na dywan puszkę z farbą. Judy, kuzynka Pata, i ja postanowiłyśmy dokończyć pracę zasługując tym na wdzięczność pana domu.

I opłacało się! Zabierał nas na różne wycieczki: nad jezioro Minnetonka, nad rzekę Missisipi  i nawet do Duluth nad jezioro Superior.  Już nie pamiętam gdzie ale spływaliśmy wiele kilometrów w dół rzeki na olbrzymich gumowych kołach.

images

Wpis o Minnesota1

skanna0071_red

Wielkim wydarzeniem był chrzest Davida. Miałam zaszczyt trzymać go do chrztu w zastępstwie matki chrzestnej, którą była babcia Davida w Szwecji, Asta N.

skanna0106_red

chrzest Davida 5

chrzest Davida 3

chrzest Davida 2

bäst David3

Cd wkrótce

Opublikowano Carpe diem, tradycje, USA, Wspomnienia | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Ścieżką wspomnień – USA 1970 – część I

15541547_10209156446402936_6300830614427786124_nOto nasza rodzina w USA. Mężczyzna z prawej strony, obejmujący swoje siostrzenice, to David. Wyglądał troszeczkę inaczej 47 lat temu.

skanna0070Ja i David, dwa tygodnie.

skanna0119

David z wysoko podniesioną głową, miał zaledwie kilka tygodni. Był śliczny i silny, pewnie po ojcu, który gołymi rękami przedzierał na pół katalogi telefoniczne.

skanna0108_red
Dumny tato Pat przywiózł swego synka ze szpitala.

David był bezpośrednim powodem mojej wspaniałej podróży do USA. Rodzice, Anne-Marie i Pat, spodziewali się go w czerwcu 1970. Mieli już dwie córeczki, Kristin, 4,5 i Kimberly 2, którymi obiecałam się zająć.

skanna0088_redKapelusiki są polskie, bardzo im się podobały.

Wyjazd na początku czerwca 1970 r. poprzedzony był szarpaniną administracyjną. Otóż wówczas posiadałam jeszcze obywatelstwo polskie i mieszkałam w Szwecji na polskim paszporcie konsularnym. Oboje z mężem studiowaliśmy i chcieliśmy razem spędzić wakacje u jego siostry. Przyjemne z pożytecznym.

Niestety, żelazna kurtyna zamknęła mężowi drogę do kraju gdzie makkartyzm nadal był w pewnej mierze aktualny.  Odmawiając mężowi wizy asekurowano się co do mego powrotu do Szwecji. Więc pojechałam sama. Zainaugurowałam mój pierwszy w życiu lot samolotem.

Lotnisko
Vila państwa Guy w Wayzata, Minnesota, usytuowana była nad samym jeziorem co zachęcało do różnych wodnych rozrywek. Pat jeździł na nartach wodnych dosłownie jak szatan i nie odpuszczał tego nikomu. Dla świętego spokoju zgodziłam się na tą przejażdżkę wodną. Umiem pływać ale ogólnie boję się wody.

Nie było problemu z założeniem nart i wyciągnięciem mnie z wody ale wpadłam w panikę, kiedy Pat sterował łódkę zakreślając koła, tworząc przy tym fale, na których trudno było się utrzymać. Robił to dla żartu wiedział bowiem, że mogłam puścić linę w każdej chwili ale ja po prostu bałam się to zrobić.

I tak krążył sporo czasu a ja dzielnie lawirowałam na falach, panicznie trzymając się liny. W końcu byłam zmuszona ją puścić. Kariera narciarki wodnej była krótka ale w sumie bardzo przyjemna.

Lucyna na nartachcd wkrótce.

 

 

 

Opublikowano Historia, Przaroda, turystyka, USA, Wspomnienia | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Wspomnienie jest formą spotkania.

BloggPhoto_5813_93049

Kochany Mężu!

Dzisiaj Twoje pierwsze Zaduszki. Zapaliłam świeczkę i czekam na znak. Pamiętasz, obiecałeś odezwać się!  Oczywiście żartowaliśmy ale z Tobą nigdy nic nie wiadomo. Zawsze bawiłeś nas wszystkich niespodziewanymi komentarzami, żartami i figlami. W towarzystwie byłeś niezrównanym VIP. Twój przyjaciel Bo tak napisał:

„W pracy byliśmy najlepszymi kolegami, spożywaliśmy zawsze wspólnie lunch i chodziliśmy na codzienne spacery rozwiązując wszystkie problemy świata. Należeliśmy do tej „szarej eminencji”, której poglądy na różnorodne sprawy i tematy miały szeroki posłuch i były chętnie wysłuchiwane. Brak mi jest tej serdecznej przyjaźni, która nas łączyła, zostanie ona na zawsze w mojej pamięci.”

Opuściłeś mnie ale jesteś nadal ze mną każdego dnia, każdej nocy. Pytam Cię o drogowskaz, czując się zagubiona, szukam wsparcia w samotności, porady w trudach dnia codziennego, wybucham nawet śmiechem oglądając niektóre zabawne zdjęcia i filmy z Tobą.

Codziennie opowiadam Ci o naszych dzieciach i wnukach. Najważniejszym wydarzeniem jest przyjście na świat małej Elyanne. Pamiętasz jak przez dłuższy czas bardzo się o nią starali. Została poczęta w okresie najcięższej żałoby. Płakałam ale tym razem z radości. Była promykiem światła w tej czarnej otchłani. Jest śliczna, podobna do taty w tym wieku. Giselle jest w niej zakochana.

G+E_2
Wiesz już, że L znalazła w końcu tego Jedynego, podobałby Ci się. Mieszkają razem pod Sztokholmem. Chyba pamiętasz, że w ślad rodzeństwa nosiła się z zamiarem stworzenia własnej firmy. Już zrealizowała to i bardzo sobie chwali życie konsultanta. Książka, którą kupiłeś jej w prezencie a dotycząca sztuki pertraktacji, porządnie zaowocowała. Jest Ci bardzo wdzięczna. Tańczy i śpiewa jak zwykle. Napisała też piosenkę dla Ciebie ale wypuści ją dopiero 15 grudnia, w pierwszą rocznicę. Musisz uzbroić się w cierpliwość.

K  przyjęła do serca Twoje zachęty i jest już wykwalifikowaną „majster-klepką”. Tak jak Ty lubuje się w narzędziach i ciągle kompletuje nimi skrzynkę, którą dostała od Ciebie w prezencie. Byłbyś zadowolony z jej postępów w tej dziedzinie. Pracuje teraz dla dużego przedsiębiorstwa na bardzo dobrych warunkach i solidnej płacy. Ciekawostka, headhunter polecił ją na stanowisko naczelnego dyrektora pewnej firmy. Jest właśnie w trakcie wywiadów i testów. Niezależnie od tego jaki będzie rezultat jest to jednak wyróżnienie.

T ma urlop rodzicielski. Jestem dumna z niego. Dzieli się z żoną wszystkimi obowiązkami. Chętnie zajmuje się córeczkami, równie w dzień jak i w nocy. Zresztą sam widziałeś jaki był opiekuńczy w stosunku do swojej rodzinki. Cieszę się, że latem przyjadą na daczę i zostaną przez 2 miesiące.

M zmniejszył ilość godzin pracy o połowę aby dłużej i bardziej relaksowo przebywać z córeczkami i żoną. Powiada, że dziewczynki rosną szybko i nie chce za wiele stracić z ich życia. Podoba mi się jego nastawienie. Ostatnio pokazał mi z dumą wykończony wreszcie prysznic w łazience, którą tak pieczołowicie remontowałeś. Była okazja do miłych wspomnień.

D jest nadal pracoholikiem i wielbicielem motocykli. Miał latem lekki wypadek ale już całkowicie wyzdrowiał. Niestety jest ryzykantem. Vincent rośnie i rozwija się. Energia go rozpiera i jest bardzo twórczy dzięki swojej fantastycznej wyobraźni. Samoucznie opanował angielski, czym zadziwia swoje otoczenie.

Vincent

Dacza została zmodernizowana, tj grzejniki wymienione na nowoczesne i bardziej wydajne, aircon zamontowany i podłączono też światłowód. Jestem właśnie na daczy i korzystam z szybkiego internetu. Wiem, że nie lubisz zbyt dużych zmian więc wszystko inne pozostało w uprzednim stanie. Na razie. Ha ha…

Folkan jeszcze też nietknięta. Remont będziemy kontynuować wiosną, więc przyda mi się trzymiesięczny wypoczynkowy urlop, ha ha ha…. Jestem oczekiwana z utęsknieniem w Singapurze i w Australii też. Jeżeli możesz to zaglądnij do mego bloga i pooglądaj zdjęcia z naszej pamiętnej wyprawy do Warszawy. Otrzymały wiele polubień na FB. Giselle natomiast nie zaakceptowała ani mnie ani Ciebie. Chciała patrzeć na aktualne zdjęcia babci i dziadka.

kolaż L_G_G

Pewnie się niecierpliwisz. No dobrze, napiszę też trochę o sobie. Powoli oswajam się z pustymi pomieszczeniami. Dokucza mnie nadal samotność, wiesz jaka jestem towarzyska. Tęsknię za naszymi rozmowami i dyskusjami podczas długich spacerów, za wspólnymi podróżami, które zawsze sprawiały nam tyle przyjemności. Brakuje mi Twojej bliskości. Ale wydaje mi się, że jestem dzielna usiłując w różny sposób zapanować nad utratą Ciebie. Wielokrotnie odwiedzałam Polskę, odnowiłam wiele kontaktów z przeszłości. Gościłam też w Sztokholmie. Jestem jak widzisz aktywna, byłbyś dumny ze mnie!

Byłam zawsze bezpieczna w naszym związku. Czułam się kochana i w słowie i w czynie. Zawsze troszczyłeś się o moje dobro. Okazywałeć mi respekt i poszanowanie. Mogłam polegać na Tobie jak na przysłowiowym Zawiszy Czarnym. Mieliśmy oczywiście też różnice zdań ale nigdy nie urastały one do poziomu problemów.

Odchodząc martwiłeś się najbardziej o to, że będziemy Cię opłakiwać. Jakżeby inaczej!!!!!! Opłakujemy Cię wspólnie i w samotności! Opłakujemy Cię wczoraj, dzisiaj, jutro i zawsze. Byłeś i jesteś nierozłączną częścią naszego życia. Ale też z uśmiechem wspominamy chwile z Tobą, a mamy ich miliony ukryte w każdym centymetrze naszej wspólnej przestrzeni.

Wybacz, ale nie udało mi się jeszcze sporządzić fotoksiążki za rok 2016. Wiem, że złościłbyś się. Pocieszę Cię, już niedługo zabiorę się do niej. To tyle na dzisiaj.

To prawda, wspomnienia są pewną formą spotkania – Więc do następnego razu, Mój Drogi!

Kochająca Cię żona L

PS
Dedykuję Ci, Twoją ulubioną piosenkę w wykonaniu wokalnym Barbry Streisand a w wizyjnym, Twojej córki Kimmy. Pamiętasz jak się do łez ubawiliśmy z Twojej siostry, która przez przypadek włączyła telewizor na stację lokalną, nadającą właśnie moją produkcję w postaci poniższego wideo. Myślała na serio, że był to głos Kimmy ale bardzo podobny do Barbry Streisand. Ha ha ha ….

Opublikowano Aktualności, Carpe diem, tradycje, Wspomnienia, Zaduszki | 8 Komentarzy

Artist Recycles Old Hubcaps Into Stunning Animal Sculptures

hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-1hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-2hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-3hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-4hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-5MTvOtLRJhbV505YmxdoA_wolfhubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-16hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-6hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-8hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-18hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-20hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-19hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-12hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-9hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-11hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-15hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-10hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-14hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-7hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-17hubcaps-recycling-art-upcycling-ptolemy-elrington-13Artist Recycles Old Hubcaps Into Stunning Animal Sculptures

More info: hubcapcreature / Facebook

Those car enthusiasts out there are always looking for a way to integrate their love of everything automobile related into art, so for those who have been wracking their brains trying to figure out a way to put more car-themed decorations into their home, there is the art of forming lost hubcaps into gorgeous, sleek statues that can depict various animals. The artist in charge of this new and exciting artwork is Ptolemy Elrington, and he’s making himself into a household name already.

Throughout the past twelve years of his life, Elrington has dedicated himself to creating these sculptures, and it’s easy to see how he’s perfected the craft and is now able to make flawless designs of various animals that will make themselves at home in any car-lover’s home. One of the best characteristics is that…

View original post 90 słów więcej

Opublikowano Aktualności | 2 Komentarze

Sylwester 1976 – 1977

Nareszcie wyskanowałam otrzymane od Jurka M zdjęcia z pobytu w Warszawie prawie 40 lat temu.  Długi okres ale podróż ta uwieczniła się w pamięci z głęboką wyrazistością. Mąż i ja zaproszeni zostaliśmy przez Jurka M oraz grupę młodych ludzi z Polski, których gościliśmy u siebie w domu w czasie ich zarobkowego pobytu w Szwecji.

Jurek i lato
Wycieczki w Szwecji i Danii.

Zabraliśmy ze sobą nasze synki w wieku 2,5 i 4.5. Boże Narodzenie spędziliśmy wspólnie z moją rodziną w Szczecinie. Po czym udaliśmy się samochodem do Warszawy, zostawiając maluchy z moją mamą. Było trochę płaczu ale szybko udobruchały się przekupione zabawkami i słodyczami.

w Szczecinie2
W Szczecinie, moje maluchy, ja, moja mamma i babcia.

W Warszawie przyjęto nas iście po królewsku. Każdy dzień wypełniony był atrakcjami: zwiedzanie miasta, wizyta w teatrze, spotkania, między innymi z rodzicami Jurka i innymi znajomymi, przemiłe wieczory przy lampce wina oraz śpiewie i grze na gitarze Janka L (osiedlił się w 1981 r. w Kanadzie, niestety straciłam z nim kontakt). W Sylwestra tańczyliśmy i bawiliśmy się aż do rana. Kilka dni później udaliśmy się w drogę powrotną do Szczecina.

Jurek i zajomi
Spotkania

Teatr
Miłe wieczory

Nowy Rok
Sylwester

na dworze
Zwiedzanie miasta.

Mieliśmy pecha bowiem w dzień wyjazdu przyszła burza śnieżna z silnymi wiatrami. Drogi zasypał nieustannie padający śnieg i widoczność była prawie żadna. Mąż prowadził a ja starałam się utrzymać nas na właściwej drodze.

Mieliśmy też szczęście. Nie więcej niż 50 metrów przed nami runęło drzewo i w upadku, pociągnęło za sobą słup elektryczny. Pozrywane druty puszczały iskry niczym rakiety noworoczne. Nam się nic nie stało ale zrobił się popłoch na drodze i zastój. Po godzinie zjawiło się pogotowie awaryjne i prowizorycznie zabezpieczono i usunięto słup z drogi.

Szybkość jazdy osiągała około 50 km na godzinę przez całą trasę aż do Szczecina. Mąż się schytrzył i siedział całą drogę na tyłach samochodów ciężarowych co dało mu i mnie pewien komfort relaksowy. Po 12 godzinach zawitaliśmy w domu w Szczecinie, głodni, zmęczeni ale szczęśliwi. Podróż ta mogła się skończyć zupełnie inaczej.

Dnia następnego czekał nas powrót do Szwecji. Prom ze Świnoujścia do Ystad odchodził o 22.00 wieczorem wiec bez pośpiechu przygotowaliśmy się do podróży. Maluchom dobrze się powodziło u dziadków i bez entuzjazmu wracali do domu. Obiecałam, że wrócimy tutaj latem.

W Świnoujściu byliśmy już o 20.00. Niestety panowała burzy na Bałtyku i prom nie odbił. W pośpiechu przeprawiliśmy się miejskim promem na drugą stronę miasta, gdzie udało nam się zdobyć pokój w hotelu. Dla dzieci była to wielka frajda. Dla nas koszmar.

Wczesnym rankiem powróciliśmy do promu, którego odpłynięcie obliczono na godz 12.00, pod warunkiem, że ucichnie wiatr.  O 11.00  wjechaliśmy na pokład i udaliśmy się do kabiny. Mamma jak zwykle przygotowała jedzenie na podróż. Nie chciałam brać ale teraz byłam jej za to wdzięczna. Posililiśmy się i szczęśliwi ułożyliśmy się w łóżkach. Dzieci bawiły się ale wkrótce zmorzył ich sen. Nas też. Prom odbił i płynął już na pełnym morzu, gdy trzaski i silne huśtanie obudziło nas. Do toalety szliśmy na czworakach, nie sposób było się utrzymać na nogach w pozycji pionowej. Oprócz tego, mnie i dzieci okropnie dokuczała choroba morska. Na szczęście mąż był na nią odporny więc mógł się nami opiekować. Robił nawet zdjęcia.

Lucyna_Tommy_prom
Prom dobił do Ystad po 14 godzinach zamiast 7. Dopiero około 3 nad ranem zawitaliśmy do domu w Malmoe.

Mimo tych tarapatów bardzo mile wspominaliśmy nasz wypad do Polski. Oczywiście dotrzymałam słowa i wróciliśmy do Polski latem. Tym razem spędziliśmy piękny urlop w Międzyzdrojach.

PS
Dla zainteresowanych zapraszam na mój FB https://www.facebook.com/lucyna.nordqvist gdzie można oglądnąć więcej zdjęć.

Opublikowano Aktualności, Carpe diem, Dziady i pradziady, Historia, tradycje, Wspomnienia | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Odlatujemy, ja i ptaki

600661_10202284739575847_697434973_n

Po „usilnych” namowach dzieci i przyjaciela w Australii zdecydowałam się na dłuższy urlop w ciepłych, właściwie gorących, krajach: Singapur i Australia. Podróż potrwa trzy miesiące. Wrócę na wiosnę, aby doświadczyć najpiękniejszej pory roku w Europie.

Jurka, przyjaciela z Australii znam już od bardzo wielu lat. Wyjechał z Polski w okresie stanu wojennego i zamieszkał na stałe w Perth. Gościliśmy go oraz jego kolegów w Szwecji w połowie lat 70-tych kiedy to młodzi ludzie wyjeżdżali z Polski na zarobki, między innymi do Szwecji.

Zimą 1978/1979 r odwiedziliśmy z mężem Warszawę na zaproszenie Jurka i pozostałych kolegów. Była to pamiętna i szalona podróż samochodem w równie pamiętną przez swoją surowość zimę stulecia. Mimo wszystko zostały mi bardzo miłe wspomnienia, też w postaci zdjęć wykonanych przez Jurka. Opublikuję po ich wyskanowaniu.

Zima 1978_79

 

Opublikowano Aktualności | Dodaj komentarz