Mikołajki i bucik pod choinką

Mikołajki – tradycyjna, polska nazwa święta ku czci świętego Mikołaja, biskupa Miry, obchodzonego 6 grudnia w katolicyzmie i prawosławiu. Do XIX wieku był to na ziemiach polskich dzień wolny od pracy. W 1969 roku w Kościele katolickim zniesiono święto, jest to już tylko tzw. wspomnienie dowolne.

Od średniowiecza w wigilię tego dnia święty Mikołaj (a właściwie osoba przebrana za niego) przynosił dzieciom prezenty. Współcześnie w Polsce, nocą podkłada się dzieciom drobne upominki, małe zabawki a przede wszystkim słodycze. W XIX i XX wieku, obdarzający dzieci podarkami w swoje święto Mikołaj, został przekształcony w baśniową postać rozdającą prezenty w Boże Narodzenie, wykorzystywaną w kulturze masowej. – Wikipedia


Święto świętego Mikołaja. Obraz olejny Jana Steena z XVII wieku.

Z dzieciństwa pamiętam radość i podekscytowanie każdego poranka, kiedy zaglądałam do bucika pod choinką z nadzieją znalezienia tam jakiegoś podarku, najczęściej w postaci cukierka w kolorowym papierku, czasami pomarańczy lub czekolady. Mikołaj odwiedzał tylko grzeczne dzieci, więc upominek był wymiarem ich zachowywania się. Było mi ogromnie smutno gdy bucik był pusty tym bardziej, że nie rozumiałam dlaczego.

Tradycję „bucika” wprowadziłam do mojej rodziny, a moje dzieci do swoich, ku wielkiej radości wnuków. U syna, już 1 grudnia mała choineczka zajmuje swoje miejsce a pod nią, a raczej przy niej, w tym roku dwa kapcie. Polski Mikołaj zajmuje specjalne miejsce w serduszkach wnuczek. Kilka dni temu, najmłodsza upewniła się u mnie, że on naprawdę pamięta ich adres. Zapewniłam ją, że Polski Mikołaj zna wszystkie języki świata, więc szwedzki też. 

Dzieci są bardzo rozważne i logiczne. Kilka lat temu, najmłodszy wnuk Vincent postanowił „nakryć” Mikołaja rozdającego upominki. Ustawił przy choince tacę z miseczką kaszy, kubek mleka i dwa ciasteczka. Zgasił światło, ułożył się na kanapie i czekał. Godziny mijały a on wytrwale nadsłuchiwał ewentualnych kroków Mikołaja. Oczywiście zmorzył go sen.

Vincent w oczekiwaniu na Mikołaja.

Aby jednak upozorować odwiedziny Mikołaja, mama opróżniła miseczkę z kaszką i mleko z kubka, a ciasteczka zjadła sama. Wczesnym rankiem Vincent zerwał się z kanapy i krzyknął z radości: mama, tata Mikołaj był u nas, zjadł wszystko i zostawił prezenty!!!!!!! Długo ubolewał jednak nad faktem, że zasnął i nie przyłapał tego „gościa” na gorącym uczynku.

Reklamy
Opublikowano Adwent, Carpe diem, Szwecja, tradycje, Wspomnienia | Otagowano , , , | 8 Komentarzy

Dziadek Do Orzechów – transmisja z Londynu

Dziadek Do Orzechów to mój ulubiony balet. Widziałam go wielokrotnie w różnych wykonaniach ale po raz pierwszy na dystans. Wczoraj odbyła się premiera tego baletu w Operze Królewskiej w Londynie. Filmstaden Scandinavia w Sztokholmie było jednym z ponad 900 kin na całym świcie, które zakupiło transmisję przedstawienia na żywo. Muszę przyznać, że technika i tym razem się sprawdziła.

Jeżeli chodzi o wrażenia z występu to są one jak najlepsze. Wysoka klasa tancerzy, orkiestra na żywo, dekoracje scen, nie mówiąc już o pięknej muzyce Czajkowskiego, zapewniły mi bogaty w przeżycia wieczór.

Powyższa scena została nakręcona w r 2011 ale wersja przedstawienia jest taka sama jak w obecnym roku.

Opublikowano Adwent, Aktualności, Carpe diem, Film, Muzyka, Szwecja | Otagowano , , , | 4 Komentarze

Hurdy Gurdy czyli lira korbowa

Lubię jesień i nawet te długie mroczne wieczory. Wraz z przyrodą zmniejsza się też tempo życia, można sobie poleniuchować bez wyrzutów sumienia.  

Odwiedziłam dzisiaj YouTube i z przyjemnością obejrzałam reportaż mojej córki Lucy z festiwalu średniowiecznego w Tyreso, kilka lat temu. Byłam zdumiona ilością odwiedzin, prawie 111 500. 

Trochę informacji z Wikipedii:

Lira korbowa była instrumentem popularnym w muzyce średniowiecza i renesansu. Pierwsza jej forma, nazywana organistrum, ze względu na swoje duże rozmiary obsługiwana była przez dwie osoby. Pierwsze przedstawienie liry (jako organistrum) pochodzi z II poł. XII w. i znajduje się w portyku katedry w Santiago de Compostella w Galicji (Hiszpania). Była instrumentem popularnym szczególnie wśród wędrownych pieśniarzy. W XVII-XVIII wieku modna wśród arystokratów, zwłaszcza we Francji; te egzemplarze były bogato zdobione. W różnych krajach budowana była w odmiennych formach, na ziemiach Polski i Ukrainy typowy był wariant przypominający kształtem futerał skrzypiec. W „Weselu” Wyspiańskiego pojawia się Wernyhora z lirą korbową.

Leopold Mozart użył liry korbowej w symfonii D-dur „Die Bauernhochzeit” (Wesele chłopskie).

Opublikowano Film, Muzyka, Szwecja, Wspomnienia | Otagowano , , | 5 Komentarzy

Smalec domowego wyrobu

Już dosyć dawno nic nie publikowałam ze względu na spiętrzenie się zadań nie cierpiących zwłoki. Ale kilka minut temu otworzyłam wpis
https://stopociechblog.wordpress.com/2018/11/23/domowy-smalczyk-smakowac-zycie/#like-2799 i nagle poczułam smak i zapach smalcu z lat młodości. Równocześnie pojawiła się z nimi sekwencja filmu z okresu gimnazjalnego. (Liceum Ogólnokształcące nr 5 im. Adama Asnyka w Szczecinie)

Pożegnanie klasy maturalnej. Niestety, na zdjęciu nie ma Romy. Ja siedzę na ostatnim krześle z prawej stron. Przemawia do nas dyrektor szkoły Kazimierz Machaj.

Wówczas, byt mojej rodziny był bardzo skromny. Do szkoły brałam ze sobą przeważnie kanapki ze smalcem, wspaniałego wyrobu mojej mamy. Owszem kanapki smakowały mi ale wydawały mi się raczej ubogie w porównaniu z kanapkami koleżanek i kolegów. Do czasu!

Pewnego dnia, koleżanka imieniem Roma (Romualda), poprosiła o zamianę naszych kanapek. Jej była z szynką. Oczywiście zgodziłam i z bijącym sercem oczekiwałam komentarza. Roma była dobrą koleżanką a jej opinia miała poszanowanie klasy. Już pierwsze kęsy wywołały wielki zachwyt Romy co zwróciło uwagę pozostałych koleżanek, które niebawem pochwyciły i podzieliły się moją drugą kanapką. Od tego dnia delektowałam się kanapkami koleżanek a one moimi ze smalcem. Wniosek? Trawa u sąsiada nie zawsze jest bardziej zielona!

Moja mama była świetną kucharą. Słynęła nie tylko ze smalcu. Z Wileńszczyzny przywiozła ze sobą różne wypieki i dania kulinarne. Te, które najbardziej mnie smakowały to babka ziemniaczana, pieczona w piekarniku kiszka, nadziana tartymi ziemniakami i przyprawami, bliny z wiraszczaką (sos na boczku), duszony karp po grecku a latem zupy na zimno.

Opublikowano Carpe diem, Dziady i pradziady, Historia, Opowiadania, Przodkowie, tradycje, Wspomnienia | Otagowano , | 5 Komentarzy

Jesienna melancholia

Fala

Jesiennego koloru
liście klonu,
trawnik niby
ślubnym kobiercem
ścielą
więdną, znikają,
aby na wiosnę
znowu otulić drzewo,
soczystą zielenią.

Zapach porannej kawy,
jak tej, w kawiarence,
sensualny głos Cohena
nurtuje zbolałe serce
„Can’t seem to loosen my grip
On the past
And I miss you so much
There’s no one in sight
And we’re still making love
In My Secret Life”

Ach te wspomnienia,
jak fale morskie
przypłyną, zawirują
w sercu i duszy,
obudzą pragnienie,
tęsknotę
i już ich nie ma.

Noname

 

Opublikowano Carpe diem, Muzyka, Poezja, Wspomnienia | Otagowano , | 8 Komentarzy

Zew korzeni człowieka

Przy pewnych okazjach, takich jak np święta bożonarodzeniowe, wielkanocne, zaduszki czy śluby, wracam myślami do moich korzeni, które były kilkakrotnie ucięte. Pierwszy raz przez drugą wojnę światową, drugi, gdy opuściłam Polskę i zamieszkałam w Szwecji.

W sobotę byłam świadkiem ślubu córki, który się odbył w miejscowym ratuszu. Jest to dawny budynek rady miejskiej i sądu miejskiego w Sigtunie. Został wzniesiony w latach 1740–1744. Obecnie stanowi część Muzeum Sigtuny. Znany jako najmniejszy ratusz Szwecji.

Sigtuna_rådhus-interior

Dawna sala obrad rajców miejskich, obecnie sala ślubów.

IMG_8457_red

DSC_0109_red

DSC_0152_red

Ceremonia ślubna w toku

IMG_8430_red

DSC_0137_red

DSC_0147_red

IMG_2148_red

IMG_8467_red

Slub cywilny odbył się w swojskiej i kameralnej atmosferze, podkreślonej kilkuwiecznym duchem ratusza.

Liczna rodzina męża córki od dawna zamieszkuje w Sigtunie. Kultura, tradycje, uczucie przynależności mają swoją ciągłość. Moje korzenie pozostały w Polsce, razem z rodziną. Owszem wypuściłam tutaj nowe ale czasami jest mi brak tych starych, symbolizujących mnie, moje pochodzenie, przynależność i społeczną i narodową, nie mówiąc już o tradycjach. Nie znaczy to, że czegokolwiek żałuję. Jest odwrotnie, osiedlając się tutaj uzyskałam wszystko podwójnie. Ale na nostalgię nie ma rady. Zew korzeni człowieka jest bardzo silny. Sądzę, że ludzie mieszkający poza swoim ojczystym krajem, zgodzą się ze mną.

 

Opublikowano Aktualności, Carpe diem, Historia, Polska, Przodkowie, Szwecja, tradycje, Wspomnienia | Otagowano , , , | 21 Komentarzy

Końcowa destynacja

BloggPhoto_5813_93049

Przydarzyła mi się wczoraj sytuacja o niepowtarzalnie tragikomicznym charakterze. Otóż jadąc do Sigtuny, miasteczka położonego 100 km na północ od Sztokholmu, posłużyłam się GPSem Waze (sprawniejszy od Googla). Jest to wspaniały wynalazek, bez którego błąkali byśmy się nadal po nieznanych drogach i ulicach.

Wpisałam adres docelowy i spokojnie pozwoliłam się kierować kobiecemu głosowi. Nawigacja przebiegała bardzo sprawnie mimo intensywnego ruchu drogowego w podwieczornych godzinach. Byłam mile zaskoczona wzorową dyscypliną tutejszych kierowców.

W końcu dotarłam do Sigtuny. Byłam już tutaj kilkakrotnie ale w ciemnościach miasto wygląda zupełnie inaczej. Zdałam się więc w zupełności na kompetencję GPSa. Po kwadransie, kobiecy głos oznajmił, że dotarłam do końcowej destynacji. Trochę się zakłopotałam ponieważ zupełnie nie rozpoznawałam otoczenia. Wyszłam z samochodu. Zdziwienie nie mogło być większe. Moja końcowa destynacja płonęła tysiącem zniczów. Lubię cmentarze, ale pomyślałam: jeszcze nie pora, jeszcze nie czas.

Weszłam do kościoła i zapaliłam świeczkę witając swoich bliskich po drugiej stronie.

Po raz drugi spotkałam się z mężem w wigilię jego święta. Wspomnienie jest przecież formą spotkania. Opowiedziałam mu o następnej wnuczce w drodze. Trwają dyskusje na temat wyboru imienia dziewczynki. Trudne zadanie.

Zapytałam go też czy spotkał T, dziadka naszych wnuczek. Odszedł 25 października po równie ciężkiej chorobie co i on.

Ucieszył się, że nasza codzienność powraca do normy. Pochwalił też mój wybór samochodu. Towarzyszył córce gdy kupiła podobnego Forda co mój, dwa lata temu.

Trochę się zmartwił, że schudłam ale udało mi się go przekonać, że to dobrze dla zdrowia. Sama nie wiem kiedy mi ubyły te kilogramy.

W sobotę odbędzie się ślub L. Prosił abym złożyła nowożeńcom jego najserdeczniejsze życzenia. Ubolewałam nad tym, że L nie usłyszy jego przemowy, które zawsze głosił z miłością i wykwintnym humorem. Ja niestety nie zastąpię go, brak mnie bowiem tego talentu.

SMS od zaniepokojnej córki skrócił spotkanie. Powróciłam do samochodu, wpisałam do GPSu właściwy adres destynacji i po kilku minutach dotarłam do celu podróży.

Opublikowano Aktualności, Historia, Szwecja, Technika, Zaduszki, Zdrowie | Otagowano , , | 12 Komentarzy